Magia noworocznych postanowień…

Koniec roku to magiczny czas. Dla jednych czas szampańskiej zabawy i radości, dla innych czas podsumowań, refleksji nad tym co się wydarzyło. Większość jednak traktuje końcówkę roku jako czas postanowień. Wyciągamy wnioski z minionych dni i kombinujemy co by tu poprawić, żeby żyło się lepiej, co musiałoby się zdarzyć, żeby było bardziej kolorowo.

Postanowienia są zawsze mniej lub bardziej realne do zrealizowania, ale jest pewna grupa postanowień, które wracają jak bumerang przed każdą sylwestrową nocą: schudnę, będę bardziej aktywny, rzucę palenie… 1ego stycznia pełni zapału powtarzamy sobie, że słodycze nie są dla nas, siłownia to mój drugi dom, a papierosy śmierdzą… i tak do momentu, aż ktoś nas nie poczęstuje ciachem (to przecież będzie ostatnie), nie zdenerwuje (stres = konieczność zapalenia), po kilku sesjach na siłowni nie widać upragnionego kaloryfera na brzuchu i już zapał gaśnie.
Z telewizji, prasy i radio bombardowani jesteśmy postanowieniami, gwiazd i „gwiazdeczek”, aktorów i sportowców… No właśnie – wśród tych ostatnich postanowienia ściśle wiążą się  z uprawianą dyscypliną – najczęściej pojawia się wzrost formy, poprawa osiąganych czasów  i spadek wagi.

Trzy lata temu 1 stycznia był ostatnim pierwszym dniem roku, kiedy poległam… mijały kolejne dni, miesiące a ja trwałam w postanowieniu. Postanowienie noworoczne zmieniło się pomału w nałóg, zdrowe uzależnienie. Co roku moje kolejne plany są związane z tym dniem sprzed trzech lat. Schudłam, zaczęłam biegać, przebiegłam pierwsze 10km … a dziś … postanawiam biegać dłużej i dalej, aby przygotować się do startu w półmaratonie.

A Wy macie noworoczne postanowienia? Czy może jesteście już na tyle aktywni, że robicie sobie jakieś założenia i plany typowo sportowe?